Aktualności, wieści z plenerów, najnowsze zdjęcia, relacje z wypraw, trochę techniki. Zapraszam do częstego zaglądania.
Home » Aktualności » Książki » „Solitudes” Vincent Munier – warto
21
Lut

„Solitudes” Vincent Munier – warto

Lubicie śnieg? Mnóstwo białego puchu. Nawiewanego z prędkością 70 km na godzinę.

Lubicie mróz? Taki, co przenika do szpiku kości i trzęsie Waszym ciałem w niezliczonej ilości drgawek.

Lubicie samotność? Tak wielką, że nie można być już bardziej samotnym. Przynajmniej w fizycznym tego słowa znaczeniu.

Lubicie monochromię? Zestawienie bieli i czerni w każdym odcieniu.

Lubicie minimalizm? Taki, który pozwala skupić się na głównym temacie. Bez rozproszenia.

Mógłbym tak jeszcze trochę wymieniać.

Jeśli na wszystkie te pytania Wasza odpowiedź brzmi tak, to album Vincenta Muniera „Solitudes” jest dla Was. To jest wspaniała kwintesencja zimy, samotności, monochromii i minimalizmu. A przynajmniej była do czasu wydania kolejnego albumu „Arctic”, o którym wkrótce napisze kilka słów.

Na album polowałem już od dawna. Na oficjalnej stronie Muniera przez dłuższy czas był niedostępny. Podobnie jak na Amazonie i kilku innych księgarni, które obserwuje. Aż pewnego dnia pojawił się na brytyjskim Amazonie. Dosłownie kilka egzemplarzy. Po kilku dniach jeden z nich cieszył już moje oczy. Ale to nie koniec, gdyż album składa się dwóch części. A ja nabyłem część II. Na próżno wyczekiwałem gdzieś pierwszej części.

Aż tu pewnego dnia całość ponownie pojawiła się na stronie wydawnictwa Muniera. Nabyłem drogą kupna i za kilka dni otwierałem już paczkę.
Przejdźmy może jednak do albumów.

Album mają niecodzienny format. Niecodzienny przynajmniej w fotografii przyrodniczej. Jest to bowiem panorama. Pierwsza część to zdjęcia poziome, podczas gdy druga – jak się łatwo domyślić – to zdjęcia pionowe. Przy czym Munier nie używa kamery panoramicznej. Są to po prostu odpowiednio przycięte kadry ze standardowego formatu 3:2. Przycięte jednak mistrzowsko. Gdy otworzyłem pierwszą część albumu, to byłem zaskoczony formatem. Początkowo nie byłem pewny, czy ten format jest właściwy do zdjęć tego rodzaju. Im bardziej jednak zagłębiałem się w zdjęcia, tym bardziej do mnie przemawiał sam format. Ale pionowa panorama … całkowicie mną urzekła. Warto nabyć ten album dla samego formatu zdjęć.

Większość zdjęć Muniera wyraża miłość autora do minimalizmu. Te zdjęcia są naprawdę minimalistyczne. Pod każdym względem. Treści, przedmiotu, formatu, koloru czy krajobrazu. Ten minimalizm nie oznacza jednak pustki. W tych zdjęciach dominują bowiem zwierzę. Nieważne, że czasami jest niewielkie w porównaniu do całości krajobrazu wypełniającego kadr. Nieważne, że czasami się trzeba naszukać, aby to zwierzę zobaczyć w kadrze. Prawie zawsze zwierzę wspaniale uzupełnia dane miejsce. Mam wrażenie, że gdyby tam tego zwierzęcia nie było, kadr byłby pusty. Całkowicie. Czasami wystarczy jednak dodać sylwetkę ptaka unoszącego się pośród przykrytych śniegiem gór, aby zdjęcie nabrało innego wyrazu. Aby zdjęcie zaczęło szeptać swoją opowieść. Jest takich właśnie zdjęć w obu albumach bardzo dużo.

Zdjęcia Muniera to często zdjęcia środowiskowe. Pokazują bowiem dane zwierzę w jego codziennym otoczeniu, zmagające się często ze środowiskiem, w którym przyszło mu żyć. Osobiście lubię takie zdjęcia. Przemawiają do mnie o wiele silniej niż zbliżenia z rozmytym do cna tłem.
Nie będę pisał o swoich ulubionych zdjęciach z tych albumów, gdyż nie starczyłoby tutaj miejsca. Myślę, że jeszcze wiele odkryć przede mną.

_MG_6366-2

_MG_6369

_MG_6367

Albumy są wydane na najwyższym poziomie. Dobry papier, dobrze dobrane teksty. Klasa sama w sobie.

Bardzo, ale to bardzo polecam. Warto.

Albumy można kupić w sklepie na stronie Muniera.

Tags:

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2016 Łukasz Kuczkowski | Zaloguj się | Odwiedzin: