Aktualności, wieści z plenerów, najnowsze zdjęcia, relacje z wypraw, trochę techniki. Zapraszam do częstego zaglądania.
Home » Aktualności » Relacje » Pozdrowienia z Irlandii
30
Cze

Pozdrowienia z Irlandii

Uff, właśnie wróciliśmy z prawie dwutygodniowego wypadu do Irlandii. Rodzinnego. Ale, żeby nie było, to miałem oczywiście aparat (nawet nie jeden) i trochę slajdów w torbie :-). Strasznie to wszystko było ciężkie. Ale i tak z miłą chęcią nosiłem cały ten kram ostrożnie stąpając po ścieżkach prowadzących wzdłuż klifów (a te w Irlandii potrafią być wysokie). Tematem przewodnim (fotograficznym) były – jak łatwo się domyśleć – klify i ich połączenie z wodą.

Dużo zdjęć powstało na długich czasach – najdłuższe naświetlanie trwało 20 minut (ze względu na reciprocity failure na slajdach długie czasu wymagają korekty naświetlania na „+” co jeszcze bardziej wydłuża czas naświetlenia)! Tym razem nie popełniłem błędów popełnionych przy poprzednim wyjeździe.

Miałem jedne bajeczny wręcz zachód słońca. Co więcej, byłem we właściwym miejscu, o właściwej porze. Wszystko zgrało się niesamowicie. Byłem na tyle wcześnie, że mogłem sobie powybierać kadry i później tylko realizowałem swój plan. Światła było na całe 45 minut i w tym czasie uwijałem się jak mogłem :-). Dał się we znaki brak drugiego analogowego body – musiałem zmieniać obiektywy, a tak do jednego body jest podpięty teleobiektyw, a do drugiego szeroka stałka – najczęściej 28/2. Zrobiłem półtora rolki (dla młodych adeptów sztuki – rolka ma 36 zdjęć :-), co dla mnie jest czymś niezwykłym i plasuje ten zachód w okolicach dobrego fotograficznego spektaklu.

Jeśli chcecie pofotografować trochę Irlandię i uwiecznić jej morsko-górskie krajobrazy to zdecydowanie polecam:

półwysep Dingle – niesamowite połączenie oceanu, małych plaż ze skałami i jednych z najwyższych gór Irlandii; a wszystko to w zasięgi ręki i dosłownie kilkunastu minut jazdy samochodem (jeżeli się mieszka na końcu półwyspu); to było nasza druga wizyta na półwyspie i tylko potwierdziła jego wyjątkowy charakter;
Loop Head – półwysep na zachodzie Irlandii; jeśli możecie wynajmijcie dom latarnika przy latarni; mieszkaliśmy w takim domu i było to niesamowite; pracująca przez noc latarnia dodawała miejscu niesamowitego klimatu, podobnie jak izolacja i brak sąsiadów; a dodatkowo, tuż ą za bramą posesji, czekał na nas świat klifów – dziesiątek kilometrów; w połączeniu z zachodzącym słońcem daje to niezwykłą mieszankę dla fotografujących; niestety za bramą posesji czekała na nas też liczna armia kleszczy – w jeden dzień nie wiało i naliczyłem 8 bandytów na swoim ciele; trzeba więc być ostrożnym;
Connemara – park narodowy będący połączeniem gór, jezior i plaż; znalazłem piękne miejscówki o potężnym potencjale fotograficznym.

Wszystko to było okraszone irlandzką pogodą – czyli chmurami, deszczem i słońcem. Dodawało to atmosfery odwiedzanym miejscom i nadawało fotografowaniu nieco innego wymiaru. Nie zliczę ilości widzianych tęcz, w tym podwójnych, czy fotografowaniu w deszczu podczas gdy wokół nas wszystko było oświetlone miękkim światłem.

Jednym słowem Irlandia nas nie zawiodła. No, może za wyjątkiem jedzenia – jest dosyć monotonne i niewiele różni się od angielskiego. Przez miesiąc zatem nie będzie żadnej smażaniny, o frytkach nawet nie wspominam :-).

Na wyjedzie miałem też cyfrówkę. Ale powiem szczerze, że znowu nie zrobiłem nią prawie żadnych zdjęć (nie licząc rodzinnych). Krajobrazowych – raptem kilkanaście. Próbka i zapowiedzieć tego co będzie na slajdach – poniżej :-).

Irlandia: latarnia na Loop Head

Irlandia: skały Mordoru

Tags:

11 Responses to "Pozdrowienia z Irlandii"

Add Comment
  1. Ania Bober

    30 czerwca 2011 at 09:02

    Szczerze nie mogę się doczekać Twoich zdjęć z tych znanych mi okolic! Powiedz, a delfin z Dingle nadal jest tak dużą atrakcją turystyczną?? :-D

    Odpowiedz
    • Łukasz

      30 czerwca 2011 at 09:08

      Ja też nie mogę się doczekać :-). Slajdy dzisiaj poleciały do wołania.
      A Fungie ma się dobrze – cały czas wiernie pokazuje się turystom (chyba już od lat osiemdziesiątych). Niestety nie dane nam było go zobaczyć – popłynęliśmy na Great Blasket :-). Bardzo lubimy Dingle. Szczególnie te malutkie plaże.

      Odpowiedz
  2. Ania Bober

    30 czerwca 2011 at 12:32

    Żałuję, że jak tam byłam, to jeszcze nie fotografowałam tak jak teraz…. ale zdjęcia ‚Fungiego’ mam! Jeszcze małpką robione ;-) To właśnie w Irlandii zaczęłam na poważnie myśleć o kupieniu aparatu i o fotografii przyrodniczej… Teraz należałoby tam wrócić :-)

    Odpowiedz
  3. Mariusz O

    3 lipca 2011 at 21:23

    Ale super. Już czekam Łukaszu na zaproszenie.Bardzo jestem ciekaw tych długich czasów. Będzie wypas tak czuję. :-)

    Odpowiedz
  4. Błażej

    27 sierpnia 2012 at 22:47

    To można gdzieś zerknąć na te sklajdy? A na marginesie, Płw. Dingle jest piękny. Moja żona się w nim zakochała

    Odpowiedz
  5. Błażej

    29 sierpnia 2012 at 13:02

    Dzięki za błyskawiczną odpowiedź. Zdjęcia widziałem. Po cichu liczyłem na taką relację pisaną jak ta z waszego pierwszego wypadu. Pięknie się czytało. Dzięki twojej stronie chodzi mi po głowie jedna myśl. Zakup (ponowny) analogowej Minolty. Którą polecasz? Nigdy nie fotografowałem na slajdach. Doskonale rozumiem, że talent to zasadniczy element przy konkretnych ujęciach ale plastyka, kolory na twoich fotografiach to zapewne zasługa, oprócz światła, przeźroczy.

    Odpowiedz
    • Łukasz

      29 sierpnia 2012 at 19:37

      Błażej, dziękuję za miły komentarz. Relacji z kolejnego wyjazdu do Irlandii nie będzie. Niestety. Ale może napiszę jeszcze jedną krótką relację z takiego zdjęciowego dnia w poszukiwania światła. Chyba tak właśnie zrobię :-).
      Dingle jest rzeczywiście piękny – byłem tam już dwa razy i za każdym razem odkrywam ten półwysep na nowo.
      Co do slajdów i aparatu – zdecydowanie polecam Minolta 7. To półprofesjonalna lustrzanka – moim zdaniem najlepsza puszka Minolty. Mam ich … cztery (jedna została na części po nowozelandzkiej wyprawie ;-(. Wspaniały aparat. Początki ze slajdami zawsze są trudne. Ale jeśli te trudności przezwyciężysz, to dostaniesz obraz jakiego nie oferuje żadna cyfrówka. I nie chodzi mi tutaj o czysto techniczny aspekt – po prostu obraz jest jedyny w swoim rodzaju ze wszystkimi wadami i zaletami. Skany na mojej stronie, choć się bardzo staram, są zaledwie imitacją tych obrazów. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  6. Błażej

    2 września 2012 at 17:04

    Dziękuję. Myślę, że kiedyś spróbuję powtórnie z analogiem. Mam parę pytań odnośnie wyprawy na Dingle więc pozwolę sobie drogą mailową je zadać

    Odpowiedz
  7. Błażej

    4 czerwca 2014 at 13:56

    Minęły 2 lata i Minolta 7 nabyta. Ale nie wiem czy odważę się zabrać ją ze sobą do Irlandii. Bez doświadczenia w analogowym fotografowaniu slajdami pewnie nic by z tego nie wyszło.

    Odpowiedz
    • Łukasz

      4 czerwca 2014 at 21:45

      Bardzo zła strategia. Bierz Minoltę i slajd. To będzie najlepsze co możesz zrobić. Ustaw -0,3EV na korekcji, zapodaj segmentowy pomiar światła (matryca – plaster miodu) i działaj. Jeśli masz polara – nakręć i nie ściągaj. Zredukujesz nadmierne różnice w EV. Życzę dobrego światła. Zaskoczysz się – będziesz zadowolony.

      Odpowiedz

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2016 Łukasz Kuczkowski | Zaloguj się | Odwiedzin: