Aktualności, wieści z plenerów, najnowsze zdjęcia, relacje z wypraw, trochę techniki. Zapraszam do częstego zaglądania.
Home » Aktualności » Jesienna Islandia (VI)
25
Sty

Jesienna Islandia (VI)

Poranek był z tych cięższych. Byliśmy nieludzko zmęczeni. Ale nie było, że boli. Spakowaliśmy ekspresowo namiot i bez jakiejkolwiek nawet herbaty udaliśmy się na pobliską plażę. Ołowiane niebo prawie szczelnie zakrywało horyzont. Prawie. Gdyż była tam nie wielka szpara przez która tliła się już jutrzenka. Wstąpiła w nas nadzieja.

_MG_0022

Wiatr nie był silny i fale nie należały do tych większych. W zasadzie to było nawet zbyt spokojnie. Może nie całkowita flauta, gdyż coś tam się ruszało. Ale liczyliśmy na więcej.

Za to w piasku starczały duże, pojedyncze góry połyskujące wszystkimi niebieskimi odcieniami. Nie było tłoku na piasku. Po prostu stały sobie olbrzymy.

Powoli zaczynało się robić widno. Ubrani od stóp do głów, w kaloszach, rozproszyliśmy się po plaży i każdy z nas zajął się malowaniem własnych obrazów. Niebo nad nami zaczęło się różowić i czerwienić. Gdzieś daleko na horyzoncie przybrało granatowy odcień zapowiadający burzę. Słońce wychyliło się zza horyzontu i wszytko zalało czerwienią i złotem. Słyszałem okrzyki zadowolenia moich kompanów. Ja też bardzo się cieszyłem. Wreszcie, po półtora roku, widzę ciekawy wschód słońca w tym miejscu.

_MG_0072

_MG_0059

Dobre warunki nie trwały jednak długo. Kiedy już nie mogłem wycisnąć nic więcej z plaży, przeniosłem się na lagunę, gdzie łagodne światło oświetlało nie kończącą się liczbę mniejszych i większych gór lodowych. Wybierałem te ciekawsze, ale i tu światło szybko zgasło przykryte kobiercem grubszych chmur.

_MG_0088

_MG_0118

Spotkaliśmy się w kawiarni nad laguną. Było jeszcze za wcześnie, ale sieć WiFi już działa, każdy zatem zatopił się w swojej komórce. Później jak zwykle śniadanie i wielkie dyskusje co robimy dalej. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego. Długo nie mogliśmy nic takiego wybrać. Nie chcieliśmy się bowiem ruszać znad laguny. Zapowiadała się bowiem dobra pogoda na zorze i chcieliśmy to maksymalnie wykorzystać. Ostatecznie zdecydowaliśmy się odwiedzić znany już nam lodowiec z poprzedniej wyprawy. I może podejść trochę wyżej niż ostatnio. Liczyliśmy na ciekawy zachód za górami i później powrót na zorze.

No cóż.

Wszystko nie zagrało. Szczególnie zachód okazał się mocno kiczowaty.

_MG_0126

_MG_0144

Ale co się po wylegiwaliśmy, to nasze :-).

_MG_0130

_MG_0134

Nie wierząc w zachód udałem się na samotny rekonesans nad samą lagunę. Ach, gdyby tak światło i chmury zagrały, to byłyby wspaniałe zdjęcia. A tak musiałem się obejść smakiem. Zjedliśmy jeszcze wczesną kolację i ruszyliśmy nad laguny. na polowanie. na zorze.

Nie zawiedliśmy się. natura pokazała taki spektakl, że długo nie mogliśmy się oderwać od naszych aparatów. Ale jeszcze częściej staliśmy z głowami zadartymi do góry i po prosu podziwialiśmy te widoki. Zorze były niesamowite. Były wszędzie. Dookoła nas. Mieniły się zielenią, rzadziej fioletem i bielą. Ruszały się niczym palce wirtuoza. A w naszych głowach grała muzyka. To była długa noc.

_MG_0194

_MG_0192

_MG_0189 _MG_0217

A gdzieś tam wulkan wyrzucał z siebie potoki lawy.

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2016 Łukasz Kuczkowski | Zaloguj się | Odwiedzin: