Aktualności, wieści z plenerów, najnowsze zdjęcia, relacje z wypraw, trochę techniki. Zapraszam do częstego zaglądania.
Home » Aktualności » Jesienna Islandia (V)
29
Sie

Jesienna Islandia (V)

Kiedy dotarliśmy do Hofn było już ciemno. Na niebie lśniło tysiąc gwiazd gdzieniegdzie poprzesłanianych lekkimi chmurkami. Na południu widoczne była poświata z pola lawowego Holuhraun. Nazwaliśmy ja „Okiem Saurona” miała bowiem w sobie jakąś groźbę. Oczywiście była pierwszym „obiektem”, w który wycelowaliśmy nasze aparaty. Zrobić zdjęcie nie było łatwo gdyż na horyzoncie przeszkadzało kilka lamp z oddalonych od nas farm. Trzeba się było zatem postarać.


Oczywiście naszym głównym celem tej nocy były zorze. Liczyliśmy, że pomimo niewielkiej aktywności Słońca pojawią się na horyzoncie i rozświetlą na zielono islandzki krajobraz. Nie dane było nam długo czekać. Zorza pojawił się nad górami. Początkowo nieśmiało, ale z czasem przybierała na sile. Pierwsze zdjęcia robiłem na długim czasie – kilkadziesiąt minut pozwoliło całkowicie rozmazać niebo i uzyskać ruch gwiazd na zdjęciu. jedyny problem z takimi zdjęciami jest taki, że człowiek strasznie się nudzi. Dookoła noc, nie ma co robić, a trzeba siedzieć na miejscu po ciemku.

Zorza zmieniła swoje położenie i zaczęła nas otaczać zewsząd. Rozpierzchliśmy się w poszukiwaniu co lepszych kadrów.





Po przeszło dwugodzinnym polowaniu postanowiłem się położyć. Rozbiliśmy z Rafałem namiot na wydmach. Jeszcze zdjęcie namiotu z zorzą w tle i po chwili już leżałem w śpiworze. Sen przyszedł bardzo szybko. Byłem tak zmęczony, że nie słyszałem nawet wracającego Gerczaka i Kuby.


Wschód nie wystąpił. Mżyło, a ciężkie niskie chmury wisiały nam nami nie dając żadnej nadziei. Po śniadaniu zabraliśmy się zatem do laguny licząc na to, że 100 kilometrów dalej pogoda będzie ciekawsza.

Nie była.

Padało jeszcze mocniej. Siedzieliśmy zatem sobie w samochodzie. Przysypialiśmy, rozmawialiśmy, życie leniwie toczyło się do przodu.

W końcu nie wytrzymałem. Byłem na wielkim głodzie zdjęciowym. Wyznaję też filozofię, że nie ma warunków niefotograficznych. Założyłem zatem pokrowiec przeciwdeszczowy na mój aparat i poszedłem zapolować na niebieskości gór lodowych. W takich warunkach kolory są najbardziej intensywne.




Znowu postanowiliśmy zmienić miejsce. Pojechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów na pobliski lodowiec. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze islandzkiego hamburgera na obiad w przydrożnym barze. A tak powoli zaczęło się przejaśniać. Kilka razy stawaliśmy na zdjęcia szukając odpowiednich kadrów. Postanowiliśmy ostatecznie wracać nad lagunę licząc na ładny zachód Słońca. Światło nad laguną było jeszcze całkiem silne, nie było wcale łatwo zrobić zdjęcie, które nie byłoby przepalone. Zaczął się zatem czas kontrastów. Tym razem w samochodzie nikt już nie został. Wszyscy zatopili się w zdjęciach.





Wreszcie Słońce było już na tyle nisko, że zaczęły się pojawiać złote i żółte kolory na niebieskich górach lodowych. Szkoda, że te momenty trwają tak krótko poza okresem dnia polarnego. Ostatecznie porzuciliśmy lagunę na rzecz czarnej plaży i małych gór lodowych. Wspaniałego zachodu Słońca nie było, choć przez chwilę plaża dosłownie płonęła czerwienią. Trudno mi było się jednak skupić na zdjęciach i te chwile straciłem bezpowrotnie. Czerwone kolorki na chwilę się pojawiły się jeszcze na chmurach i ten moment wykorzystałem jak najlepiej umiałem. Morze tego wieczoru było jednak bardzo spokojne, co całkowicie zmieniło możliwości fotograficzne. Z Gerczakiem długo jeszcze fotografowaliśmy po zmroku, podczas gdy reszta towarzystwa oporządzała się już w samochodzie.






Kolacja, a na kolację spaghetti bolognese i kubek gorącej herbaty. Niebo w gębie po całym dniu szwendania się po islandzkim wybrzeżu. Prognozy na zorzę było bardzo dobre. Po naradzie postanowiliśmy pojechać nad drugą lagunę i tam rozpocząć polowanie na zorze. jak tylko przyjechaliśmy zorza wystrzeliła zza lodowca. I zaczęła oświetlać wszystko wokół zielonym blaskiem. Biegliśmy do brzegu laguny. Chmury na niebie nadal wisiały, ale razem z zorzą wspaniale się uzupełniały i nadawały zdjęciom innego wymiaru. Tej nocy długo mieliśmy jeszcze fotografować. O spaniu nie było mowy. Oko Saurona było doskonale widoczne.




Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2016 Łukasz Kuczkowski | Zaloguj się | Odwiedzin: