Aktualności, wieści z plenerów, najnowsze zdjęcia, relacje z wypraw, trochę techniki. Zapraszam do częstego zaglądania.
Home » Aktualności » Podróże » Bieszczadzki wschód
01
Lis

Bieszczadzki wschód

Boicie się chodzić po lesie? Sami? Podczas ciemnej jak smoła nocy? W nieznanym terenie? Ze świadomością, że gdzieś niedaleko czai się najprawdziwszy niedźwiedź? A jeszcze bliżej – jeleń na rykowisku? Jeśli tak, to nie zapuszczajcie się w Bieszczady. Przynajmniej nocą.

A oto prawdziwa historia.

Trzask drzwi od samochodu przeciął parking i zniknął gdzieś w oddali nocy. Wokół mnie rozciągała się czarna noc. Blask gwiazd wiszących nad głową był za słaby, aby cokolwiek rozświetlić. Księżyc też już gdzieś się skrył. Włączyłem czołówkę. Jej światło ledwo co rozświetlało noc. Od razu, gdzie tylko nie spojrzałem, pojawiały się cienie. Tańczyły, podskakiwały, uciekały. Duchy.

Spojrzałem w górę. Na horyzoncie, od ciemnego nieba ostro odcinała się czarna grań Połoniny Caryńskiej. Mój cel na dzisiejszy wschód. Wyczekany i wypatrzony. Wiedziałem już, że jest inwersja i jeśli tylko dotrę na grań, to moim oczom ukaże się fantastyczny widok przelewających się przez szczyty chmur. No a później wzejdzie słońce. Trzeba jedynie tam wejść.

Zarzuciłem plecak ze sprzętem na plecy i pogwizdując pod nosem ruszyłem.

Nocą las potrafi być pełen przerażających postaci. Tak też było i tym razem. Jak tylko przekroczyłem jego granice, do moich uszów dotarły trzaski, pomruki, szepty. Włos zjeżył mi się na głowie. Niedaleko zaryczał jeleń. Oczekiwałem już tylko łapy niedźwiedzia wysuwającej się zza pnia. Strach ma wielkie oczy, szczególnie nocą.

Aby sobie dodać animuszu zacząłem śpiewać, całkiem głośno. Miało to również poinformować ewentualnego niedźwiedzia, że idę. Taki był zamysł. Nie było to łatwe, bo z lekka brakowało mi tchu – rwałem do przodu tak szybko, jak rzadko mi się zdarza. A przecież całkiem szybko chodzę.

Czy gdzieś w mroku czaił się niedźwiedź? Tego ostatecznie nie dane mi było sprawdzić. Śpiew najwidoczniej go przestraszył :-). Ja natomiast po 40 minutach stanąłem na wyższym wierzchołku Połoniny Caryńskiej.

Było warto. To była moja pierwsza zdobyta bieszczadzka połonina. Ba, to była moja pierwsza wizyta w Bieszczadach w ogóle. I pomimo mroku połonina zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Coś jest w tym morzu łąk i otaczającego go lasu.

Po kilkuminutowym odpoczynku wziąłem się za poszukiwanie miejsc do zdjęć. Oczywiście priorytet miały miejsca z pięknym widokiem na wschód, tam bowiem miał się rozegrać dzisiejszy spektakl.

Pode mną wiło się morze mgły. Otaczało Tarnicę, Wielką Rawkę i szereg szczytów po ukraińskiej stronie. Widoczność była bardzo dobra. Za moimi plecami, w kierunku Połoniny Wetlińskiej mgły nie było wcale. Do wschodu było ciągle daleko, ale to nie przeszkadzało mi w robieniu zdjęć. Nie ma nic przyjemniejszego od niebieskiej mgły przelewające się przez szczyty na długich czasach.

Po ok. 40 minutach wschodzące słońce zaczęło rozjaśniać horyzont. Wreszcie przebiło się i zaczęło podświetlać kłębiące się u moich stóp chmury. Bieszczady po prostu zapłonęły. Mieszanka silnego wiatru na dole, przelewających się mgieł, niezliczonych wzgórz i promieni budzącego się słońca zafundowała niesamowity spektakl. W takich momentach czasami trudno zdecydować się za co się brać. W którą stronę kierować aparat. Jakie efekty uzyskiwać.

Po kolejnych 40 minutach fotografowania przyszedł kres. Skończyły mi się slajdy. Nie miałem już ani jednej wolnej klatki. Mówiąc oględnie, nie byłem zadowolony, bo nadal można było robić zdjęcia. Przerzuciłem się zatem na średnioformatową Mamiyę i dokończyłem fotografowanie.


Później powrót na szczyt (byłem trochę niżej), łyk wody i kawałek czekolady oraz kontemplacja wspaniałych widoków i nie mniej wspaniałego samopoczucia. Pora schodzić. Jeszcze telefon do Żony i Synka, aby im trochę opowiedzieć o roztaczających się wokół widokach.

Las wyglądał już zupełnie inaczej. Gdy zszedłem, pojawili się na szlaku pierwsi turyści. Stracili najpiękniejsze widoki tego dnia.

P.S. Zdjęcia zostały wykonane na slajdach Velvia 50 i Provia 100F. Więcej zdjęć wkrótce w dedykowanej galerii.

One Response to "Bieszczadzki wschód"

Add Comment
  1. Błażej vel celt

    1 listopada 2012 at 21:41

    Łukaszu, jestem oczarowany. i to nie tylko zdjęciami. Masz talent do opowieści

    Odpowiedz

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

© 2016 Łukasz Kuczkowski | Zaloguj się | Odwiedzin: